
Mój misiek dostał od babki która wpadła w poślizg na mokrej nawierzchni, niestety ja jechałem drugim pasem.
Uderzenie przy 10-20 km/h więc tragedii nie było



Ogólnie skończyła się na zadrapaniach. Niestety oberwało porządnie koło. Felga wygląda na całą, opona przecięta.
Koło bardzo przesunięte w kierunku nadkola.
Likwidator z AXA uznał szkodę całkowitą i wycenił auto na 1200 zł, chcą mi wypłacić 850 zł.
Mechanik stwierdził, uszkodzony wahacz i sanki. Zażyczył sobie 800 zł za samą robocizne, kolejny 500 zł za wymianę sanek.
Mam związku z tym pytanie, czy da się wywalczyć większą sumę odszkodowania i czy warto naprawiać ??








