Niektóre z współczesnych jak i nieco starczych samochodów posiadają nietypową budowę układu wydechowego w których występuje dziwactwo w postaci 2-3 sond lambda gdzie jedna jest przed a druga za katalizatorem (czasami też jest trzecia mocowana w obudowie katalizatora).
I tu rodzi się pytanie czy wycinać katalizator czy nie i jakie to niesie konsekwencje przy jego braku?
Przeszukałem forum i to nasze i inne możliwe strony i fora. Niewiele jest informacji na ten temat a jeśli już są to mało sprawdzone lub wypowiedzi co niektórych wołają o pomstę do nieba. (tak jak to miało miejsce na forum bodajże daćki gdzie to ktoś próbował w dolocie montować wentylator od komputera celem podniesienia osiągów).
Dlaczego taki temat?
Tak się składa ze sam znalazłem się w sytuacji gdzie musze naprawić zerwany wydech na elastycznym łączniku i szukając części natrafiłem na pewne problemy i ciekawostki a chcąc rozwiązać tą sytuację jak najmniejszym kosztem kombinuje jak tu nie wydawać kasy na coś co sporo kosztuje.
Auto.
Mitsubishi Colt v generacji czyli znanym wszystkim CJ-ka. Silnik 1,3 litra pojemności 12 zaworowy z mocą 55kW. Rocznik 96 (pierwszy rok produkcji) a ostatnia seria tego modelu z tym silnikiem pojawiła się w 2000 roku już po liftingu (1998). Od 1998 roku był dostępny już silnik 16 zaworowy ale to inna bajka.
Jako jedyny z całej generacji ten silnik ma właśnie ten nietypowy układ gdzie są dwie sondy.
Niestety niefortunnie w moim aucie zostały te sondy uszkodzone i zerwane tuż przy łączeniu samego przewodu z korpusem sondy.
Pierwszym problemem było pozyskanie sond w rozsądnej kwocie. Nowe, i znanych firm, żadna chińska podróba (i tak wiadomo że wszystko jest robione w Chinach tylko różni się znaczkiem producenta) to koszt za sztukę w okolicy 200 PLN.
Kolejnym napotkanym problemem. Obie sondy mimo podobnej budowy i wyglądu jednak się różnią tym że jedna jest konkretnie przeznaczona przed katalizator a druga za, dlatego producent(nie tylko pojazdu ale i sond) przeznaczył dla nich oddzielne numerowanie. Co jest ciekawostką bo przecież wykonują tą samą operacje, czyli mierzą ilość tlenu w spalinach.
No ale żeby nie było ze coś jest nie tak to wole nie eksperymentować i nie kupować takiej samej sondy lub zamieniać je miejscami to już się dostosuje do tego.
No i następna akcja. Dostępność sond na rynku wtórnym (czyli używki) dla CJ-ek to masakra. A producenci sond przewidują żywotność każdej na 160 tys. Kilometrów. Wiec z tymi używanymi to naprawdę trzeba uważać. Biorąc pod uwagę że sondy mimo że spełniają i działają w taki sam sposób we wszystkich autach to jednak mają drobne różnice, długość gwintu, długość samej sondy, ilość doprowadzonych przewodów do samej sondy (od 2 do 4) oraz kolorystyki tych przewodów. To przyczynia się do tego że sondy niby z podobnego modelu z takim samym silnikiem mogą się jednak różnić, dlatego nie próbowałem dopasować sond z silnika od CAO.
Specem od mechaniki nie jestem (choć szybko się uczę) do tego brak własnego zaplecza gdzie można naprawiać auto, więc auto odstawiłem do mechanika który powiedział że należy wymienić jeszcze tłumnik środkowy, bo wygięty i już na skraju wytrzymałości więc prostowanie może tylko pogorszyć sprawę. Do tego katalizator prawdopodobnie się rozsypał bo coś grzechocze w środku, no i sam elastyczny łącznik na którym się zerwał nie załatwi sprawy bo rurka też w nienajlepszym stanie.
Środkowy czy końcowy tłumnik do CJ-tek to żaden problem za śmieszne pieniądze polskich producentów można zdobyć. Gorzej z katalizatorem (nowe kosztują po prawie 700 PLN) używanych jak na lekarstwo, do tego rura miedzy kolektorem a katalizatorem na której osadzony jest elastyczny łącznik (koszt nowej to 350-450 PLN) przez polskich producentów nie wykonywany. Jedyny patent w niskiej cenie to rzeźbienie przez tłumnikarza który wykona ten element na wymiar, a z tym to już różnie.
No dobra środkowy tłumnik z nierdzewki do załatwienia, sondy używane bo używane ale są już załatwione, przednia rura tłumnika do zrobienia. A co z katalizatorem??
No i tu pada pomysł a może by go tak wyciąć i nie bawić się, auto z takim wiekiem ma prawo nie trzymać już norm spalin więc na kontroli nie będą się czepiać. Zresztą sprawne silnik i bez katalizatora jest w stanie osiągnąć odpowiednie normy aby sondy były sprawne.
Tu mamy kilka rozwiązań:
- wyciąć i wstawić rurę tej samej średnicy co reszta układu wydechowego
- rozwalić bebechy katalizatora do reszty i wstawić takiego wybebeszonego
- zaszaleć i kupić strumienice
- zaszaleć i kupić przelotowy tłumnik (poziom głośności wydechu zostanie taki jak fabryczny z katalizatorem)
- zaszaleć i wstawić rurę która jest tak obudowana że przypomina katalizator
Niezależnie od wybranego rozwiązanie pozbycia się katalizatora rodzi się kolejne pytanie:
A co jeśli ta sonda za katalizatorem zacznie głupieć i przez to komputer silnika będzie odpalał program bezpiecznej pracy silnika co wiąże się z mułowatością i/lub zwiększonym poborem paliwa??
Czy można wywalać katalizator kiedy za nim znajduje się dodatkowa sonda lambda??
Informacji za i przeciw w necie jest dużo, a rozwiązań ewentualnych problemów które się pojawiają też jest niemało. Postanowiłem te informacje zebrać w całość i przedstawić tu bo może nie tylko mi się przydadzą ale też i innym, nie tylko użytkownikom Coltów bo takie układy, 2sondy i katalizator, można znaleźć w różnych autach i wszędzie napotykane są te same problemy.
Zacznijmy od tego do czego jest w ogóle sonda lambda.
Cały patent powstał za sprawą ekologów którzy to zaczęli doszukiwać się przyczyn globalnego ocieplenia i dziury ozonowej we wszystkim, w tym też w samochodach.
Już nie będę się tu rozpisywał o wtryskiwaczach czy paliwie bezołowiowym, od razu zajmę się tematem sondy. Zaczęło się to od zwykłego miernika który był jednak skomplikowany i dokonywał odczytu składu spalin. Ktoś (już nie będę wnikał kto) wpadł na pomysł uproszczenia go poprzez pomiaru tylko ilości tlenu w spalinach, gdy znana jest zawartość tego pierwiastka w atmosferze i w samym paliwie. Tak powstała sonda. Jak ktoś chce poczytać dokładnie jak jest zbudowana i zasadę jej działania to znajdzie sporo opisów w sieci.
Wspomnę tu tylko że sonda pozwala za pomocą swoich wskazań dobierać przez komputer silnika odpowiednie dawki paliwa do zasysanego powietrza celem dokładniejszego spalania mieszanki. W niewielkim stopniu przekłada się to na wydajność, ale za to w dużym stopniu poprawia to zmniejszenie szkodliwych substancji w spalinach.
No dobra, to na cholerę ta druga sonda za katalizatorem??
Ekolodzy. Uparli się że spaliny mimo pierwszej sondy dalej są za bardzo szkodliwe więc powstał w pierwszej kolejności katalizator (prawidłowa nazwa: reaktor katalityczny) który przyczynił się do tzw. dopalania spalin. W drugiej kolejności stwierdzili ekolodzy że to jeszcze za mało bo katalizator nie funkcjonował czasami dokładnie więc tu wstawiono kolejną kontrolę jakości spalin.
Wiec wiemy już, że to ekolodzy z tymi swoim normami spalin przyczynili się do tego że coraz powszechniejsze staje się stosowanie dwóch a nawet większej ilości sond lambda w układzie wydechowym.
No ale jaki wpływ ma druga sonda na ogólną prace silnika??
Tu warto dodać odnośnik do dokumentu samego producenta sond.
http://rb-aa.bosch.com/aa-pl/sondylambd ... sonden.pdf
Z niego wynika że sonda za katalizatorem diagnozuje i dokonuje drobnych korekt tej sondy przed katalizatorem. Wiec jeśli diagnozuje to nie powinno mieć aż takiego wpływu na prace silnika. I rzeczywiście, większość producentów samochodów (silników) opiera się tylko na diagnozie. Ta sonda sprawdza poprawność działania katalizatora i w przypadku nieprawidłowości na najlepszym przypadku (i najczęściej tak bywa) zgłosi błąd w postaci braku lub nieprawidłowej pracy katalizatora. Co objawi się stosowną kontrolką na desce rozdzielczej. W nielicznych (najgorszych) przypadkach komputer przełączy tryb pracy silnika na bezpieczny ale ten objaw występuje tylko w najnowszych samochodach, gdzie elektronika sterująca jest bardziej rozbudowana.
Jeśli znamy już te lepsze i gorsze objawy to niezależnie od rodzaju jak ich się pozbyć??
- na pierwszy ogień mamy upierdliwie, czasami męczące resetowanie błędów komputera sterującego, który co jakiś okres czasu da znać o sobie w postaci stosownej kontrolki. Pół biedy jeśli można to zrobić samemu (rozłączenie akumulatora na jakiś czas), gorzej jak wymaga to wizyty w warsztacie gdzie trzeba podpiąć odpowiednie urządzenie a taka wizyta będzie kosztować.
- można odłączyć stosowną kontrolkę, ale to nie najlepszy pomysł, bo jednak jak będzie poważniejsza awaria to nie dowiemy się o nie na czas.
- wyłączenie w zasobach komputera sterującego opcji zgłaszania błędu z drugiej sondy, kosztowne a czasami niemożliwe do wykonania zależnie od producenta aut.
- całkowite pozbycie się sondy, niestety niemal od razu zapala się stosowna kontrolka bo komputer wykrywa brak sondy lub jej uszkodzenie co od razu może prowadzić do uruchomienia trybu „bezpiecznej pracy silnika” (tan tryb uruchamia się tylko w niektórych markach samochodów, nie wiem nic na temat Mitsubishi dlatego odradzam ten pomysł)
- pozostawienie wpiętej sondy, ale włożenie ją w jakiś pojemnik i pod dywanik w środku samochodu (często pod siedzeniem pasażera lub kierowcy znajduje się stosowny otwór w podłodze na wyprowadzenie przewodu do sondy w okolice miejsca gdzie jest montowana w układzie wydechowym). Kiepski pomysł, a nawet powiedział bym ze może być tragiczny. Niektóre sondy do poprawnego wykrywania ilości tlenu w spalinach musza być ogrzane do temperatury w okolicach 300 stopni Clecjusza, dlatego montuje się w nich grzałkę (sondy 3 i 4 pinowe) która nagrzewa sondę do tej temperatury zanim spaliny przy zimnym silniku osiągną odpowiednią temperaturę by samodzielnie ogrzewać sondę. Już 180 stopni i łatwopalny materiał może to kiepska mieszanka a co dopiero gdy coś ogrzewa się do 300
- dospawanie specjalnej puszki do tłumnika lub zamykanie końcówki sondy w specjalnej puszce i podwieszanie jej pod samochodem. Często prowadzi do zgłaszania błędu uszkodzenia sondy. Przyczyna? Brak wahań mierzonego napięcia co komputer rozpoznaje po pewnym czasie jako uszkodzenie sondy. A to może doprowadzić do tego samego co jej całkowity brak.
- zastosowanie podkładek dystansowych podczas wkręcania sondy. Czasami pomaga bo nie cały czujnik znajduje się w przepływie spalin przez co następuje teoretycznie poprawny odczyt wartości przez sondę. Niestety to zależy od długości samego gwintu sondy.
- zabawa w elektronika. Skonstruowanie (niestety nie mam schematu) lub zakup (najlepiej u specjalisty zakładającego instalacje gazowe) specjalnego magicznego pudełeczka które symuluje działanie sondy. Problem polega na tym że te ustrojstwa nie zawsze symulują poprawnie co doświadczyli i dalej doświadczają użytkownicy starszych instalacji LPG w postaci wyskakujących co jakiś czas błędów w komputerze sterującym i sygnalizacją stosowną kontrolką.
- zabawa w elektronika po raz drugi. Polega na wlutowaniu na odpowiednich przewodach doprowadzonych do sondy mini układu elektronicznego(cewka i rezystor) który oszukuje wskazania wychodzące z sondy. Układ odpowiednio opóźnia i modeluje sygnał z sondy tak ze komputer zostaje oszukany o jej poprawnym działaniu nawet jak jest poza układem wydechowym. Tu można znaleźć odpowiedni opis, niestety nie w polskim języku ale za to sam układ elektroniczny jest bardzo prosty i zrozumiały jeśli ktoś nie obijał się na lekcjach fizyki: http://www.paladinmicro.com/MustangMILEliminator.htm
- ostatni i chyba najmniej problematyczny patent jaki znalazłem na pozbycie się ewentualnych problemów, tym bardziej że sprawdzony i dość popularny na polskim rynku. Specjalnie wykonana tuleja dystansowa z nawierconym otworem wkręcana w miejsce drugiej sondy a samą sondę wkręca się w tuleje. Najmniej zgłaszanych problemów z zapalaniem się kontrolek od silnika i w większości silnikach najskuteczniejszy.


http://www.aditech.net.pl/index.php/kategoria/emulatory
No to jak już znamy wszelkiego rodzaju problemy na jakie możemy natrafić można podjąć dalsza decyzję co do pozbywania się katalizatora z układu wydechowego.
Osobiście skłaniam się do pozbycia się go, wstawienia czegoś co będzie przypominało katalizator i zastosowaniu tulei dystansowej (wersja kontowa bo mało miejsca miedzy podłogą a mocowaniem w tłumniku środkowym sondy). Jeszcze nie wiem co w zamian za katalizator ale strumienica do mnie nie przemawia z powodu własnego uznania że przeróbki wydechu które rzekomo mają poprawiać osiągi bez odpowiedniego dopasowania dolotu (sam dolot i filtr) i strojenia silnika(programowanie komputera sterującego) są nieopłacalne i mogą przynieść straty mocy niż ją poprawić.
Oczywiście zapraszam do dyskusji na ten temat. Hejty też są mile widziane ale jednak wole tzw. „Krytykę konstruktywną” która bardziej do mnie przemawia.
Najchętniej widział bym w tym temacie wypowiedź El Banano który miał modyfikowany wydech i wstawianą strumienice w tym samym silniku jeśli dobrze wczytałem się w temat jego auta i przeróbek które w nim stosował.
Gdyby w tekście pojawiło się zamiast słowa sondy wersja z literką „ą” a nie „on” to przepraszam ale autokorekta w Word 2007 czasami jest upierdliwa i neznośnia.






