Od dwóch tygodni jestem właścicielką Colta, jeszcze nie mam nawet nowego dowodu rejestracyjnego ale co tam!
Jestem z województwa łódzkiego a mojego Colta zakupiłam, że tak powiem "żywioł", na "łysa pałę". Co mam na myśli zapytacie. Cóż, o zakupie auta myślałam od grubych kilku lat. Wcześniej "odziedziczyłam" i jeździłam ostro wysłużonym polonezem ale gdy ubezpieczenie przewyższało jego wartość to postanowiliśmy go sprzedać. Cierpiałam, wierzcie mi. Potem długo długo nic. Samochód pożyczany od rodziców, więc zawsze wniosek, podanie z uzasadnieniem, pieczęć, odbiór kluczyków...no ludzie ile można. I tak kilka lat bujałam się z zamiarem kupna,im więcej okazji przy których przydałoby się auto tym intensywniejsze poszukiwania. Jednak zawsze wszystko było nie na moją kieszeń albo mnóstwo doradców, których rady były totalnie od czapy. Nie kupuj auta poniżej 12 tys, nie kupuj auta bo to drogie w utrzymaniu. Przerobiłam zamiar kupna Audi A3, Forda Focusa, Renault Clio... i w międzyczasie tyyyle koncertów mi przeleciało koło nosa. Koncerty - po to własnie potrzebuję auta, bo nie dam rady się dostać na każdy koncert jaki bym chciała zobaczyć i usłyszeć. Aż w piękną majówke 2017 jadę rowerem pomiędzy blokami a tu patrze małe autko z kartką w szybie. Patrzę chyba Colt. Wygooglałam ogłoszenie i po tygodniu stałam się właścicielką auta.
Szczerze...zlinczujcie mnie. Wywiad zrobiłam żaden. Przejechałam się raz tym autem i stwierdziłam, że raz się żyje. Jeździ, nie sapie, resztę jeśli się coś pojawi...mam nadzieję się naprawi. I tak nikt nie był w stanie mi doradzić a mega wyprawy na sprawdzanie, na kanał przerażały mnie. Chciałam samochód. Licze się z naprawami. W końcu to samochód używany. No i jest. Mam go.
Mały czarny Colt Cz3, 1.5 DID
Mam nadzieję, że koledzy i koleżanki z forum podpowiedzą co i jak w nim podłubać, bo mam pytania





