hej,
Borykam się z delikatnym trzeszczeniem przy maksymalnym skręcie kół. Czasami jest, czasami nie ma. Nie ma reguły.
Opiszę po krótce genezę problemu.
Jakiś rok temu wymieniłem komplet amorków na bielsteiny b14.
Pechowo trafiłem na gamonia, co założył mi odwrotnie łożyska i powodowało to, że amory zamiast kręcić się na
łożysku to przeskakiwały wydając przy tym stukot. Po korekcji było już ok.
Trochę pojeździłem i zauważyłem, że przy minimalnych prędkościach (praktycznie w miejscu - zazwyczaj jak się parkuje) przy maksymalnym skręcie kół wydobywa się dźwięk, który przypomina jakby naprężający się metal.
Akurat było blisko przeglądu to wjechałem na kanał i ziomeczek zauważył, że mam sparciałe tueleje w jednym z wahaczy z przodu.
Pierwsze co zrobiłem to je wymieniłem i oczywiście trzeszczenie nie występowało.
Ale, jak się okazało, mechanik podczas wymiany tulei urwał jeden ze stabilizatorów i w momencie odbioru auta powiedziano mi, że już zamówili nowy, żeby dojechać na spokojnie do domu, rano podjechać to na kanale go założą, bo już zamówili. Bez stabilizatora nie było trzeszczenia, a kiedy go założyli znowu powróciło - oczywiście po czasie.
Ponieważ trzeszczenie w ogole nie ma miejsca podczas jazdy, a raczej kiedy parkuję to olałem temat do następnego przeglądu. Inny ziomeczek zasugerował, że mam maglownicę do regeneracji. Konkretnie rzucił hasło: przekładnia kierownicza, napęd silnika listwy maglownicy. Przejeździłem z tym prawie rok i problem się nie pogłębił.
Nie jestem mechanikiem, a na autach znam się tyle co sam przeczytam. Na ile wg Was postawiona diagnoza może być poprawna?
Czytałem posty Usuckiego na temat maglownicy, że jej się nie wymienia, bo jest trwała itp. i po doświadczeniach z urwanym stablizatorem mam mieszanie odczucia, że znowu chcą mnie naciągnąć.
Co sądzicie, jaki może być powód i co zawodzi w colcinie.
Za wszelkie odpowiedzi z góry dziękuję



