W tym miejscu musiał być jakiś wypadek bo są skasowane całkowicie znaki, oczywiście przejście dla pieszych nieoświetlone. No wysepka po prostu widmo pojawia się w zasięgu wzroku w ostatnim momencie( szwagier jak jechał pomóc mi zmienić koło to musiałam mu pokazać palcem gdzie jest wysepka). Tak dla rozrywki podczas wymiany koła usłyszeliśmy kolejne bum... to BMW frunęło po wybiciu się z wspomnianej wysepki, u niego nie skończyło się tylko na oponie on miał już całe podwozie rozwalone misę olejową itd.
Pan z BMW nie wiedział co robić więc mu poradziłam naszą kochaną policję... info zwrotne od policji brzmiało możemy przyjechać ale tylko po to żeby dochodzenie przeprowadzić... więc skończyło się na tym że Pan z BMW wezwał lawetę bo nic innego mu nie pozostało.
Po takiej ilości zdarzeń pomyślałam, że zarząd dróg zrobi coś z tą wysepką więc wczoraj wieczorem wracając ze szkoły przejechałam tamtą drogą i miałam deja vu wysepka widmo w dalszym ciągu nieoznakowana i nieoświetlona a na poboczu kolejne samochody na awaryjnych światłach i ludzie zmieniający opony.
I tu pojawiła mi się myśl, że nie jest uczciwe że przez zaniedbanie zarządu tyle osób ma zagrożone życie i zdrowie oraz taka ilość samochodów ulega zniszczeniu.
Czy w takiej sytuacji jest w ogóle możliwość żebym starała się od GDDKiA o odszkodowanie za zniszczone koło i zwrot kosztów kupna nowych bo przecież nie mogę jeździć na dwóch różnych oponach i to jeszcze na przodzie:(
I jeśli jest to możliwe to w jaki sposób się o takie odszkodowanie ubiegać?
Czy jest sens żebym jechała tam dziś wieczorem i zrobiła zdjęcia jak wygląda to miejsc żeby mieć cokolwiek udokumentowane?



