prawie rok temu w dość niekorzystnych okolicznościach bo dokładnie wtedy gdy rozebrałem swojego poprzedniego Protona 315 do kapitalnego remontu trafił się ten rodzynek na allegro. Cena kusząca ale odległość odstraszająca bo nawigacja pokazała 560 km do celu
... ale co tam łaps za telefon, rezerwacja i wstępne umówienie się na termin. Od razu zwerbowałem mojego mechanika jako eksperta i jedziemy. Na miejscu okazało się że sprzedawca nic nie kłamał i wszystko było tak jak opisywał, więc oględziny zrobione i po jeździe próbnej padła decyzja że go muszę mieć
bo ten został przywieziony bez tablic na lawecie. Silnik energicznie wkręcał się na obroty i nie jedną Preludkę na starej Gierkówce pogonił. Zawieszenie spisywało się znakomicie i hamólce również, W środku klima i inne pierdoły sprawne, mam nadzieję tylko że nie przyjdzie mi nigdy w nim testować poduszek powietrznych tak wyglądało auto po przywiezieniu: (przepraszam za kiepskie zdjęcia ale marny mam aparat)















po zakupie Protonisko stało przed garażem prawie pół roku. Tyle co jedynie było przepalane regularnie raz na tydzień. W momencie kiedy między listwami bocznymi a drzwiami zaczęły rosnąć mchy wziąłem się ostro do pracy.
Na pierwszy ogień poszedł zderzak. Trochę włókna szklanego i żywicy dało radę, następnie wszystko własnoręcznie wymalowane.
podobny los spotkał tylną klapę, gdzie miejsca zardzewiałe zostały wyszlifowane, podkład reaktywny, baza i na całą klapę klar. Maska też naprawiona malowana czarną bazą, na to brokat i 3 warstwy klaru. Próbowałem to na zdjęciach jakoś uchwycić ale tym aparatem ni chu chu. Jak dorwę jakiś lepszy spróbuję znowu bo efekt na żywo powala na nogi (przynajmniej mnie bo bardzo mi się podoba)
felgi zostały wypiaskowane i pomalowane proszkowo,
obmalowane wszystkie siateczki ze zderzaków na czarny mat, listwy boczne farbą strukturalną APP, kierunkowskazy pozbawione baniek i pomalowane farbą Tamyia Orange Clear w sprayu ale na wiosnę muszę je jeszcze potraktować klarem żeby nabrały blasku i to chyba wszystko z malowania o ile dobrze pamiętam.
Drugi krok jakim było zakonserwowanie podwozia już tak lekko nie poszedł bo okazało się że w paru miejscach po pół roku stania pod chmurką ruda ostro wzięła się do roboty więc nie obyło się bez spawania podłogi ale temat też udało mi się ogarnąć samemu. konserwacja zrobiona : podkład reaktywny, baranek boll i na to wszystko chlorokauczuk
krok trzeci silnik. Silnik dostał rurę fi 80 jako dolot zimnego powietrza ze zderzaka do ori puszki filtra, wymiana oleju na Motula 10w40, nowe wszystkie filtry, uszczelka pod deklem, świece denso i przewody już nie pamiętam jakiej firmy. Jeszcze muszę ogarnąć rozrząd ale to może w przyszłym tygodniu jak uda mi się mojego mechanika dorwać
w sumie udało się zgubić około 140kg o ile nie kłamie dowód rejestracyjny w którym pisało 1065 a teraz na wadze elektronicznej na pobliskim skupie złomu pokazało równe 1020 (ważone bez koła zapasowego, na pustym baku i zimowych stalówkach). Chciałbym zgubić jeszcze parę kilo ale zostawiając wspomaganie i klimę bo to też auto na codzień, nie tylko na tor
generalnie jak narazie zrobione mam wszystko co do tej pory chciałem zrobić. Mam pewne plany co do niego bo chciałbym zaliczyć nim parę wyjazdów na tor ale odłożyć plany muszę do wiosny.
a oto zdjęcia, proszę o wyrozumiałość dla mojego aparatu
.... mam nadzieję że nie zanudziłem Was na śmierć tym monologiem 



maska w zależności od kąta patrzenia i natężenia światła albo jest czarna albo widać na niej brokat, który jest mieszanką różu, fioletu i srebra:)














a to mój maskot


i co Wy na to ?














