Dostałem prośbę o dalsze opowiedzenie dalszej historii Colta. Nie wiem czy tę historię można nazwać szczęśliwa, to już leży w waszej opinii.
Mianowice Colta pożyczyłem wujkowi ponieważ przyjechał z Anglii i potrzebował samochodu. Sam pożyczyłem od mamy Yariskę, po 1godz. po północy ruszyłem do siebie do Bydgoszczy. Stwierdziłem nie spieszę się, nic mi to nie da. 5km dalej niefortunnie wymusiła mi pierwszeństwo nieduża sarna. W ułamku sekundy wróciła z powrotem stamtąd skąd wybiegła. Błotnik poszukuję, za lampę dałem 160, zderzak, ślizg zderzaka i nadkole do naprawy, a własnego kołpaka to nawet nie rozpoznałem(zamienił się w mak). Na miejscu 30min naprawy, żeby móc ruszyć. Jeśli miałbym przenieść te uszkodzenia na Colta to by koszty były co najmniej 5x większe. Dodam iż wiozłem Yarisa po to by go naprawić.











